Panna Cotta – mój ulubiony włoski deser, o dziwo – bardzo prosty!

Kocham panna cottę bardziej niż jakiekolwiek ciasta czy nawet tiramisu. Okazuje się, że zrobienie jej w domu jest banalnie proste. Pierwszy raz podjęłam próbę w wigilię i moja rodzina była zachwycona, od tego czasu nie mogę się powstrzymać i robię ją ciągle! Mąż jest zachwycony, ale boję się, że oboje złapiemy przy tym po plus 10 kilo w biodrach. Ale niech tam, warto!

Składniki:
3 czubate łyżeczki żelatyny w proszku
2,5 łyżki wody
300 g śmietanki 30%
200 ml mleka (niepełna szklanka)
2 łyżki cukru (biały lub brązowy)
2-3 łyżeczki rumu (można pominąć)
Wanilia – najlepiej 1 laska wanilii, można zastąpić łyżeczką ekstraktu waniliowego lub cukrem z prawdziwą wanilią (wtedy dajemy mniej cukru zwykłego)

Mrożony miks owoców leśnych lub mrożone wiśnie
Pół łyżki miodu
Garstka pistacji (można pominąć)

W rondelku podgrzewamy śmietankę, mleko, cukier i wanilię. W międzyczasie w miseczce mieszamy żelatynę z wodą.

Mleko ze śmietanką powinno się zagrzać, ale nie zagotować, a cukier rozpuścić. Trzymamy więc na gazie, co chwilę mieszając, aż będzie gorące – do momentu, kiedy przy brzegach zaczną pojawiać się bąbelki – wtedy wyłączamy ogień, dolewamy rum i dodajemy żelatynę. Mieszamy aż dokładnie się rozpuści i nie pozostaną żadne grudki, przelewamy do miseczek / filiżanek lub innych naczyń. Ostudzamy i wstawiamy do lodówki (lub np. w grudniu – na balkon) pod przykryciem (np. folią aluminiową). Czekamy ok. 4 godzin aż stężeje. W rondelku rozpuszczamy i podgrzewamy mrożone owoce, gdy będą gorące – dodajemy miód, mieszamy. Można zblendować syrop owocowy, ale nie ma takiej konieczności.

Jeśli chodzi o podanie to można wyjąć z naczyń panna cottę na spodeczek (jeśli sama nie chce wyjść, wystarczy polać miseczki ciepłą wodą), ale ja osobiście podaję tak, jak zrobię – w szklankach. Polewamy ją ciepłym (ale nie gorącym) sosem owocowym i posypujemy pokruszonymi pistacjami (jeśli używamy). Można zamiast orzechów posypać np. wiórkami z gorzkiej czekolady lub świeżymi owocami, jeśli jest na nie sezon.

Deser ten – jak widać – jest banalnie prosty w wykonaniu. Jedyne czego wymaga, to czasu by ostygnąć i stężeć. Można go przygotować wieczorem i zostawić na noc w lodówce. Przed podaniem warto wcześniej wyjąć z lodówki i poczekać aż nabierze temperatury pokojowej.

Ps. na zdjęciach macie dwie wersje – z leśnymi owocami i pistacjami, oraz drugą – z blendowanymi wiśniami. Obie rewelacja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s