Finlandia: Podróż do krainy łowiectwa i zbieractwa. Część 3: zupa rybna na szczupaku

Rozpisałam się w poprzednich dwóch wpisach o Finlandii (CZĘŚĆ 1 i CZĘŚĆ 2) o zbieractwie i gotowaniu z tego, co daje las – owoce leśnych takich jak jagody i żurawina, oraz grzyby takie jak kurki i prawdziwki to świetna sprawa i baza do wielu posiłków, ale nie zapominajmy też o białku – rybach. W Finlandii jednym z podstawowych zajęć jest łowienie ryb. Stanowi zarówno rozrywkę, jak i konieczność. Co ciekawe, Finowie nie przepadają za „królem ryb” – szczupakiem. Wolą jeść inne ryby, np. łososie, pstrągi, lipienie, leszcze. Szczupaka uznają za coś pomiędzy szkodnikiem a chwastem. Tymczasem to jedna z lepszych ryb – łatwo ją pozbawić ości, mięso jest bardzo chude, zwięzłe i smaczne.

Prawo do natury

Warto wiedzieć, że w Finlandii obowiązuje prawo ”Jokamiehenoikeus”, czyli prawo człowieka do obcowania z naturą – oznacza to, że każdy może spacerować po lasach (państwowych i prywatnych!), zbierać w nich grzyby, kwiaty, jagody, żurawinę itp. Oczywiście pod warunkiem, że nie śmieci i nie niszczy cennej przyrody, co jest surowo karane.

Można również do woli pływać w rzekach czy jeziorach, łowić ryby, a nawet rozbić namiot na prywatnym terenie – o ile nie przeszkadzamy właścicielom i mieszkańcom. Nie powinno się rozpalać ognisk bliżej niż 150 metrów do czyjegoś domostwa, natomiast mili Finowie poinformowali nas, że nie powinno się łowić ryb bliżej niż 40 metrów od domków. Jeśli chcemy rozbić namiot na dłużej niż dobę, należy poprosić o zgodę właścicieli terenu, natomiast na jedną noc – nie ma takiej potrzeby. Dodatkowo zaradni Finowie zwykle, zwłaszcza zimą, leśne chatki zostawiają otwarte, lub z kluczem przy drzwiach, by zbłąkani wędrowcy mogli wejść i się ogrzać, odpocząć i – co tu wiele mówić – nie zamarznąć na śmierć, lub nie natknąć się na głodnego niedźwiedzia.

Jeśli chodzi o łowienie ryb i polowanie, to prawo mówi, że można zabrać tyle ryb i upolować tyle zwierząt, ile potrzebujemy zjeść, by przeżyć. Tego prawa wszyscy ścisło się trzymają i dlatego wciąż mają ogromne populacje zwierząt – łosi, niedźwiedzi, saren, jeleni, lisów itp, a także ryb – co w Polsce jest nie do pomyślenia. Przez połowy „mięsiarzy”, czyli ludzi którzy zabierają każdą złowioną rybę, do tego łowią sieciami i przy pomocy prądu, polskie jeziora niemal opustoszały.

Jeśli chodzi o szczupaki, przez tygodniowy wyjazd, na którym łowiły 4 osoby codziennie przez osiem godzin, nie wypuściliśmy do wody jedynie 6 szczupaków. Co ważne – ryby miały po około 65 cm. Mniejsze – niewymiarowe – oczywiście natychmiast trafiają do wody. Większe – a trafiały si nawet ponad metrowe – również nie trafiają do gara – po pierwsze, bo to godne szacunku, ogromne ryby, które żyją by wyrosnąć do takiego wymiaru około 8 lat. Do tego zwykle są to ogromne samice, które rozmnażając się zarybiają zbiorniki wodne. A – i to też nie bez znaczenia – ryby duże i stare zwyczajnie nie są smaczne.

Szczupaka można usmażyć, grillować czy upiec w piecu, ale ja postanowiłam rzucić się na głęboką wodę i pierwszy raz w życiu ugotować z niego zupę. Muszę też przyznać, że do gotowania zupy rybnej podchodziłam w domu kilka razy, ale zwykle nie wychodziła za dobra. Tutaj – chyba siła świeżego i idealnej jakości składnika głównego – wyszła absolutnie genialna, więc dzielę się przepisem 🙂

Składniki:
Por
Seler
Marchewki (ok. 4-5 sztuk)
Cebula
Ziemniaki (ok 3-4 dużych)
Ziele angielskie (ok 7-8 sztuk)
Liście laurowe (ok 4-5 sztuk)
Sól
1 szczupak (ok 55-65 cm) lub np. dwa-trzy mniejsze okonie
Ostra papryka lub chilli
Słodka papryka

Obieramy warzywa (oprócz ziemniaków) i kroimy na mniejsze kawałki, następnie opalamy (my zrobiliśmy to nad kominkiem, można też nad ogniskiem, przy pomocy palnika kuchennego lub w mocno rozgrzanym piecu). Szczupaka (lub inną rybę) pozbawiamy wnętrzności i skrobiemy z łuski, ale na tym koniec – zostawiamy ości, głowę i płetwy. Ja swojego przekroiłam na 3 części, ale w zależności od wielkości ryby i garnka możecie zrobić mniejsze lub większe. Zalewamy zimną wodą, dodajemy liście laurowe i ziele angielskie oraz łyżeczkę soli. Tak przygotowaną zupę doprowadzamy do wrzenia, a następnie gotujemy na małym ogniu ok. 1-1,5 godziny.

W międzyczasie obieramy ziemniaki, kroimy na ok 1-1,5 cm kosteczkę. Gdy wywar nabierze już koloru i smaku, przelewamy go przez durszlak do drugiego garnka. Dodajemy ziemniaki, płaską łyżeczkę słodkiej papryki i ostrej / chilli tyle, ile jesteście w stanie wytrzymać 🙂 Do tego w razie potrzeby sól. Kiedy ziemniaki zmiękną, można dodać warzywa z rosołu (ja dodałam pokrojoną marchewkę) i/lub mięso ze szczupaka – ostrożnie oddzielone palcami, bez ości. Gotowe!

4 komentarze Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s