Finlandia: Podróż do krainy łowiectwa i zbieractwa. Część 1: kurki i leśne owoce

Jedno z najlepszych śniadań jakie pamiętam – nawet nie dlatego, że takie pyszne, czy szczególnie wykwintne – chodzi o to, że niemal całkowicie pochodzące z natury, zebrane przeze mnie „tymi oto ręcyma”.

Finlandia: kilka słów o szacunku do przyrody

Zasadniczo nie jestem jakąś szczególnie uduchowioną jednostką, mimo lewicowych poglądów nigdy nie byłam też wege. Nie uważam się za żadnego ekoświra, nie protestuję wychodząc na ulicę przeciw niszczeniu naszej planety. Kiedy to już zostało powiedziane, mogę śmiało napisać, że naprawdę staram się robić co mogę, w ramach swoich możliwości i zdrowego rozsądku, by nie wykończyć naszej planety. A przynajmniej by zbytnio do tego reki nie przykładać. Dlatego tak kocham wyjazdy do Finlandii – tam naprawdę człowiek może mieć kontakt z naturą i zobaczyć, jak by to wyglądało, gdybyśmy jej nie orali ponad miarę. W Finlandii nie uświadczysz pół śmiecia czy peta w lesie, przy domku, przy drodze. Zasadniczo nigdzie. Za to uświadczysz prawdziwej, dzikiej, niczym nie skrępowanej natury.

Fińskie prawo zezwala na polowania czy łowienie ryb, ale pod pewnymi warunkami. Ryby trzeba wypuszczać, a zabrać ze sobą można jedynie tyle, ile planuje się zjeść. Jeśli ktoś przyłapie Cię z całą łódką ryb, to masz przekopane, bo nikogo nie stać na fińskie kary. Tylko tyle i aż tyle – dzięki temu ryby mają, w przeciwieństwie do większości zbiorników w Polsce, gdzie wędkarz bez sieci i prądu to widok równie rzadki co śnieg w lipcu, a udany dzień połowów wydaje się egzotyczną przygodą, o której tylko się słyszy, ale nigdy nie widzi. W Finlandii filozofia „catch and release” (złap i wypuść) jest traktowana śmiertelnie poważnie – dzięki temu ichniejszy region typu „Mazury” (pełen jezior) na północy jest bogaty w różne gatunki ryb, wśród których królują szczupaki, okonie, leszcze, jazie, krasnopióry. W kosskach, czyli tutejszych rzeczkach, roi się od pstrągów.

Podobnie sprawy mają się ze zwierzyną – mieszkańcy Finlandii zwyczajowo przed zimą wybierają się na polowanie, by mieć zapasy na mrozy i wieczną noc. Nie polują jednak sportowo czy rekreacyjnie – jak to bywa w Polsce. Zabijają sarnę czy niedźwiedzia, by mieć co jeść zimą. Tylko tyle – nie więcej. Dlatego też w tutejszych lasach roi się od dzikich zwierząt.przy domku można spotkać łosia, jelenia, bobra (ostatnio jeden z polskich polityków sugerował nawet, by to zwierzę wprowadzić do rodzimej diety), a nawet niedźwiedzia. Jest tu też urodzaj ptactwa – przy naszej tylko kwaterze widziałam łabędzie krzykliwe, ogromne czaple, pliszki itp. Tutaj to człowiek jest gościem w świecie natury, nie odwrotnie.

Durga, po łowiectwie, podstawowa sprawa to zbieractwo. Lasy są pełne grzybów, jagód, żurawiny, jeżyn arktycznych (takich jasnych owoców typu maliny). To są prawdziwe superfoods – zdrowe, naturalne owoce pełne witamin, antyoksydantów. Są jak naturalny, słodki i pyszny antybiotyk.

Śniadanie mistrzów: jajecznica z kurkami i słodkie tosty z leśnymi owocami

Z samego rana o 10 🙂 poszłam rozejrzeć się po okolicy. Udało mi się uzbierać pół wiadra grzybów – kurek i koźlaków, z których kolejnego dnia zrobię zupę lub risotto. Wokół domku natomiast rośnie dosłownie milion krzaków jagód, a pod nimi – całe połacie dojrzałej żurawiny. Na śniadanie zatem wjechała jajecznica z kurkami i tosty z leśnymi owocami. Wytrawnie i słodko, pysznie i zdrowo, niemal dietetycznie i bardzo naturalnie.

Składniki:

Jajecznica:
Kurki
Masło
Sól
Czarny pieprz
Jajka
Cebula

Dodatkowo: pomidory z cebulką

Tosty:
Pieczywo tostowe (lub inne)
Masło
Biały serek kanapkowy lub serek wiejski
Miód
Owoce: jagody i żurawina

Kurki najpierw oczyszczamy, dokładnie myjemy, kroimy w małe, w miarę równe kawałki. Tutejsze kurki rosną bardzo blisko wody, więc mają jej dużo w sobie. Dlatego też najpierw wrzuciliśmy je na suchą, rozgrzaną patelnię i trochę odparowaliśmy, potem dodaliśmy soli i pieprzu. Kiedy grzyby zrobiły się „suche”, wjechała łyżeczka masła. Do tego pół cebulki pokrojonej w drobną kosteczkę, wszystko razem podsmażone do zrumienienia grzybów. Dodajemy jajka, mieszamy jajecznicę i po 2 minutach gotowe. Do tego polecam klasykę, czyli „polskie caprese” – pomidory z cebulką, pieprzem i solą.

Natomiast na słodko – pieczywo z masłem opieczone w tosterze, posmarowane kremowym serkiem śmietankowym (lub serkiem wiejskim), posypane świeżymi jagodami i żurawiną, z odrobiną miodu. No jeśli to nie jest mistrzowska kombinacja, to ja nie wiem co. Wszyscy byli zachwyceni, zwłaszcza ja, bo KOCHAM JEŚĆ. W planach z tego wyjazdu jeszcze notki z rybą z grilla, egzotyczną zupą rybną, grzybową i risotto z grzybami, także stay tuned, bo będzie się działo.

Edit: Część druga: https://rudaprzygarach.blog/2019/09/08/finlandia-podroz-do-krainy-lowiectwa-i-zbieractwa-czesc-2-lesna-zupa-grzybowa/

Część trzecia: https://rudaprzygarach.blog/2019/09/12/finlandia-podroz-do-krainy-lowiectwa-i-zbieractwa-czesc-3-zupa-rybna-na-szczupaku/

Tak, kochany mój mąż zaoferował się, że skoro ja zbierałam, to on usmaży. W roli ofiary oczywiście ukochane grzyby śniadaniowe – kurki
Dodatek – klasyk polskich kempingów i biwaków. nie wszystko musi być wyszukane, wydziwione i „ą ę”, żeby było pyszne.

4 komentarze Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s