Paella z krewetkami, kurczakiem i ośmiorniczkami – homemade znaczy lepiej!

To jeden z tych przepisów inspirowanych wakacjami. Kocham hiszpańską kuchnię, owoce morza na wakacjach nad wodą to dla mnie absolutny must have. Po zjedzeniu tysiąca paelli na wyspach kanaryjskich i w Hiszpanii, postanowiłam podjąć rękawicę w domu i – hej – okazało się, że to nie jest wcale takie trudne. Mało tego – teraz już wychodzi mi za każdym razem, bo dopracowałam swój przepis 🙂 Którym i z wami się podzielę.

Moja ulubiona wersja to tak zwana „mixed”, czyli z mięsem i owocami morza. Oczywiście równie dobrze możecie pominąć np. kurczaka czy ośmiorniczki, i też wszystko wyjdzie ok. Wszystkie składniki są standardowo dostępne w większości najzwyklejszych sklepów. Jedyną trudność może stanowić ryż do paelli – aktualnie bardzo dobry jest dostępny np. w Auchan, w innych marketach „bywa”.

Ten polecam, ale oczywiście może być też każdy inny – ważne, żeby był przeznaczony do paelli

Paella home made z kurczakiem i owocami morza
Składniki:
Pierś z kurczaka (ok 300g)
10 dużych, surowych krewetek (szarych)
4 mrożone mini ośmiornice
Kubek mrożonego groszku (ok pół paczki)
Czerwona papryka
Czosnek (ok 3 ząbki)
Cebula
ok 7 cm kawałek chorizo
Ziele angielskie
Liść laurowy
Słodka papryka
Chilli
Kurkuma
Ryż do paelli
Białe wino półwytrawne*
Bulion warzywny lub mięsny / wrzątek z sosem sojowym**
Pomidor
Oliwa z oliwek
Opcjonalnie: szafran

* Protip – polecam Cote, do gotowania staram się nie wchodzić na pułap ponad 20 zł, ale też sikacze po dyszce nie polecam bo to jednak czuć. A takim w miarę to można popić nawet z przyjemnością 🙂 Te niedrogie z Biedronki czy Lidla są też zupełnie ok.

No to jedziemy kochani. Najpierw sobie wszystko przygotujemy – rozmrażamy krewetki i ośmiornice. Krewetki oczyszczamy z „żyłki” (jelita), obieramy z pancerzy i odkładamy na papierowy ręcznik. Ośmiorniczki kroimy na mniejsze kawałki – ja oddzielam „głowę”, kroję ją na 3 kawałki, a pozostałe „nogi” na pół. Często ośmiorniczki nie są oczyszczone – mają wtedy takie twarde zgrubienie między głową a nogami – pozbywamy się tego. Kurczaka kroimy w 2-3 cm kawałki, chorizo w drobną kostkę, paprykę w kostkę, cebulę w kostkę, czosnek w cienkie plasterki, chilli siekamy (niezbyt drobno). Jeśli używamy rosołu/bulionu, rozmrażamy go / grzejemy w garnku. Do rosołu dodajemy kilka (ok 4) paseczki szafranu. Ja wiem, że to są drogie rzeczy, dlatego napisałam że używamy go „opcjonalnie”. Gorąco jednak do tego zachęcam. Owszem, jest drogi, ale używa się go bardzo mało, a naprawdę robi różnicę w smaku.

Jeśli nie mamy bulionu czy rosołu, możemy go spokojnie zastąpić sosem sojowym z gorącą wodą w stosunku 1:2.

** Jeśli chodzi o sos sojowy, to polecam Kikkomana. Natomiast w ogóle polecam mieć sos sojowy zawsze w domu 🙂 w wielu przepisach sos sojowy z gorącą wodą spokojnie da radę zastąpić bulion. Czy to będzie ten sam smak? Oczywiście że nie. Czy będzie smacznie? Jasne, że tak. Przecież bym was nie kłamała.

Kiedy już mamy wszystko elegancko przygotowanie, rozgrzewamy ok 2 łyżki oliwy w dużej, głębokiej patelni. Wrzucamy na patelnię chilli, cebulkę, dużą szczyptę soli, pół łyżeczki kurkumy i pół słodkiej papryki. Kiedy cebula się zeszkli – dorzucamy czosnek, chorizo. Dorzucamy też 3 liście laurowe i 5-8 kulek ziela angielskiego. Smażymy chwilę i to jest nasza baza. Przyprawy, cebulka, czosnek i chorizo dały wszystkie swoje smaki, do których dodamy wszystkie warzywa i mięso oraz owoce morza. Teraz poważne rzeczy – jako pierwsze wrzucamy na środek patelni, po odsunięciu innych składników, ośmiornice. Kiedy tylko „zwiną” im się macki, dodajemy kurczaka. Kiedy zmieni kolor na biały z każdej strony, wrzucamy krewetki. potrzebują po ok 3 minuty na każdej stronie. Każdy z tych składników możecie pominąć, ale ważne, by zachować kolejność – krewetki zawsze na końcu. Do całości wrzucamy mrożony groszek i pokrojonego w kostkę pomidora (mogą też być koktajlowe w połówkach). Mieszamy, po chwili dodajemy paprykę. Żeby się nie rozpadła, po jej dodaniu wszystko dokładnie mieszamy i wchodzimy z ryżem. Wsypujemy około kubka na patelnię i dokładnie mieszamy. Zalewamy szczodrze winem i gorącym bulionem. Mieszamy i przykrywany.

Zostawiamy to na 10-15 minut w świętym spokoju. Nie zaglądamy, nie odkrywamy, nie mieszamy. To musi sobie na małym ogniu tak pochodzić. Po 10-15 minutach odkrywamy, mieszamy i próbujemy ryżu. Jeśli jest jeszcze twardy, podlewamy winem. I przykrywamy jeszcze na kilka minut. Pamiętajcie – to nie apteka, nie da się wyliczyć co do sekundy i co do ziarenka, bo każda patelnia jest inna, ryż inny itp. Trzeba podejść do sprawy z wyczuciem. Przy okazji próbowania sprawdzacie, czy nie potrzeba dosolić czy dodać innych przypraw. Ja zwykle na tym poziomie podsypuję jeszcze chilli i kurkumy, ale smak jest oczywiście kwestią indywidualną – każdy ma swój poziom ostrości itp.

Kiedy ryż dojdzie, danie jest gotowe. I pyszne. I totalnie zajebiste. Musicie tego spróbować 🙂

Mrożę bulion w takich sprytnych pudełeczkach z IKEA – zawsze się przydaje do paelli, risotto, sosów. Polecam tę metodę
Najpierw do buzi
Potem na patelnie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s